19 Bitwa pod Uhud

19.1 Przygotowania Kurajszytów do odwetu

Cała Mekka trzęsła się z gniewu wobec muzułmanów z powodu klęski, którą wierni zadali Kurajszytom, zabijając wielu spośród ich przywódców. Mekkańczycy pałali żądzą zemsty. Zabroniono opłakiwania zabitych pod Badr, a także pośpiechu w wykupywaniu jeńców, by muzułmanie dowiedzieli się o żalu i poczuciu wstydu, jakie zapanowały wśród niewiernych. Kurajszyci rozpoczęli przygotowania do wojny totalnej przeciwko muzułmanom. Najbardziej aktywnymi wodzami byli Akrama bin Abi Dżahl, Safwan bin Umajja, Abu Sufjan bin Harb i Abd Allah ibn Abi Rabi’a. Powiedzieli oni tym, których majątki były w wielkiej karawanie Abu Sufjana, uratowanej spod Badr: „O, Kurajszyci, Muhammad zabił najlepszych spośród was, pomóżcie więc nam tym majątkiem, byśmy mogli walczyć z nim i zemścić się”. Jakoż posłuchano ich i sprzedano tysiąc wielbłądów z tej karawany za pięćdziesiąt tysięcy dinarów. O tym powiedział Bóg w Koranie:

„Ci, którzy nie uwierzyli, wydają swoje majątki, by zwodzić z drogi Boga, lecz po tym, jak je wydadzą, będą one dla nich boleścią, a następnie zostaną pokonani” [117].

Przywódcy Kurajszytów zaczęli także zachęcać inne ludy do udziału w wojnie przeciwko muzułmanom, jak na przykład ludzi zamieszkujących przedmieścia Mekki, plemię Banu Kinana oraz mieszkańców Tihamy. Zachęcali ich różnymi sposobami, i tak na przykład Safwan bin Umajja przekonał poetę Abu Azza do podjudzania plemion przeciwko muzułmanom, przyrzekając mu, że jeśli wróci z bitwy żywym, wynagrodzi go sowicie i da mu swoje córki za żony. Poeta ten dostał się do niewoli pod Badr, lecz Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) ułaskawił go, dając mu wolność bez okupu, w zamian za złożenie przez tamtego obietnicy, że nie będzie walczył przeciwko wiernym. Mimo to Abu Azza zaczął swoimi poematami zachęcać plemiona do walki, wraz z innym poetą o imieniu Musafi’ bin Abd Manaf al-Dżamhi.

Najbardziej wrogo nastawiony do muzułmanów był Abu Sufjan, który stracił spory majątek podczas wyprawy As-Sawik. Inni Kurajszyci utracili swoje dobra na skutek wyprawy Zajda bin Harisy. Nic dziwnego, że z ich smutku i żalu zrodziła się żądza odwetu, a oni sami rozpoczęli przygotowania do bitwy, która miała być rozstrzygająca.

19.2 Armia Mekki wyrusza

Po upłynięciu roku od bitwy pod Badr liczebność wojska składającego się z bałwochwalców kurajszyckich oraz ich sojuszników wyniosła trzy tysiące. Dowódcy Kurajszytów postanowili włączyć do niej także piętnaście kobiet, które również miały walczyć na śmierć i życie. Liczba wierzchowców w tej armii wyniosła trzy tysiące wielbłądów oraz dwieście koni, a wojownicy posiadali siedemset tarcz.

Głównodowodzącym był Abu Sufjan bin Harb, dowódcą oddziału konnego został Chalid bin al-Walid [118], jego zastępcą Akrama bin abi Dżahl, a sztandar był niesiony przez plemię Banu Abd ad-Dar. Serca wojowników pałały nienawiścią i wściekłością, co zwiastowało krwawe starcie.
Al-Abbas bin Abd al-Muttalib obserwował ruchy Kurajszytów i ich przygotowania bojowe, gdy więc wojsko wyruszyło, wysłał on w trybie pilnym wiadomość do Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), w której opisał wszystkie szczegóły dotyczące tej armii. Posłaniec Al-Abbasa pospieszył, by doręczyć list, a przebycie dystansu z Mekki do Medyny – który wynosi około 500 kilometrów – zajęło mu zaledwie trzy dni. Posłaniec doręczył list Prorokowi (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), gdy ten był w meczecie Kuba. Ubajj bin Kab przeczytał list Prorokowi (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), a ten nakazał milczenie w tej sprawie i pospiesznie powrócił do Medyny, by zasięgnąć opinii dowódców spośród imigrantów i pomocników.

W Medynie zapanował stan mobilizacji, a mężczyźni nie rozstawali się z bronią nawet podczas modlitwy, pozostając stale na baczności. Oddział pomocników – do którego należeli m.in. Sad bin Mu’az, Usjad bin Hudajr oraz Sad bin Ubada – chronił Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), a jego członkowie stale pełnili wartę przed drzwiami domu Proroka. Patrole muzułmanów poruszały się po drogach, którymi mogli nadciągnąć bałwochwalcy, a silne oddziały strzegły bram miasta.
Wojsko mekkańskie kontynuowało swój pochód główną drogą prowadzącą w kierunku zachodnim, a gdy dotarło do Al-Abwa, Hind bint Utba – żona Abu Sufjana – zaproponowała rozkopanie grobu matki Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), lecz dowódcy armii nie zgodzili się, przestrzegając przed niebezpiecznymi konsekwencjami takiego czynu.
Armia politeistów maszerowała w kierunku Medyny poprzez dolinę Al-Akik, następnie skręciła w prawo, aż doszła do okolic góry Uhud, leżącej w miejscu zwanym Ainain, znajdującym się nieco na północ od miasta. Tam rozbito obóz w piątek szóstego dnia miesiąca szawwal trzeciego roku hidżry.

19.3 Plan obrony

Wywiad medyński przekazywał informacje na temat armii mekkańskiej, wraz z ostatnią wiadomością dotyczącą jej obozowiska. Wtedy Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) zwołał najwyższą radę wojskową w celu wymiany opinii i poinformował także o swoich objawieniach, mówiąc: „Zaiste, na Boga, ujrzałem dobro, ujrzałem zarzynane krowy, ujrzałem wyszczerbione ostrze mego miecza, ujrzałem, jak wziąłem do ręki mocną tarczę”. Uważa się, że krowy oznaczały zabijanych towarzyszy, wyszczerbione ostrze – rannego lub zabitego człowieka z rodziny Proroka, a tarcza – Medynę.

Wysłannik (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) przedstawił swoim towarzyszom opinię, by nie wychodzili z Medyny, by okopali się tam, bowiem bałwochwalcy rozbili swój obóz w najgorszym możliwym miejscu i nie przyniesie im to żadnej korzyści. Jeśli nieprzyjaciele wejdą do Medyny, to mężczyźni będą walczyć z nimi na ulicach, a kobiety mogłyby uczestniczyć w walce z dachów. Proroka poparł przywódca hipokrytów Allah bin Ubajj bin Salul, który uczestniczył w radzie jako jeden z wodzów Al-Chazradż. Wydaje się, że jego zgoda nie wynikała z przekonania o słuszności tego stanowiska z militarnego punktu widzenia, lecz miał on nadzieję uniknąć udziału w walce tak, by nikt tego nie zauważył. Jednakże Bóg zechciał, by on i jego towarzysze zostali zawstydzeni i by ujawniły się ich niewiara i hipokryzja.

Grupa spośród najszlachetniejszych towarzyszy Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), których ominęła bitwa Badr, poradzili mu, by wojsko muzułmańskie wyszło z Medyny, i upierali się przy swoim zdaniu, mówiąc: „Wysłanniku Boga, czekaliśmy z tęsknotą dnia walki z nieprzyjacielem i prosiliśmy Boga, by przybliżył nam ten dzień. Wyjdź więc naprzeciw naszym wrogom, niech nie myślą, że stchórzyliśmy przed nimi”. Poparł ich Hamza bin Abd al-Muttalib, stryj Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), który już miał na swym mieczu krew bałwochwalców w bitwie Badr. Powiedział on Wysłannikowi Boga: „Na Tego, Który zesłał ci Księgę, nie tknę jedzenia, póki nie będę z nimi walczył moim mieczem poza Medyną”.
Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) początkowo odrzucił jego opinię, jednak później przychylił się do zdania większości. Zadecydowano o wyjściu z Medyny i starciu w otwartym polu.
Po naradzie Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) poprowadził modlitwę piątkową, podkreślił powagę sytuacji i wezwał ludzi do wysiłku, mówiąc im, że osiągną zwycięstwo, jeśli będą cierpliwi. Nakazał im również, by przygotowali się do stawienia czoła wrogowi, a ludzie ucieszyli się z tego. Z kolei po modlitwie popołudniowej wszedł do swojego domu wraz z Abu Bakrem i Umarem, którzy pomogli mu założyć dwie zbroje, jedna na drugą. Następnie wyszedł do czekających na niego ludzi. Sad bin Mu’az i Usjad bin Hudajr powiedzieli im:
– Zmusiliście Wysłannika Boga do wyjścia z Medyny, przychylcie się jednak do jego opinii, niech on nakazuje!
Ludzie zaczęli żałować tego, co zrobili, więc gdy Prorok wyszedł, powiedzieli mu:
– Wysłanniku Boga, nie mamy prawa sprzeciwiać się tobie. Rób, co zechcesz. Jeśli chcesz pozostać w Medynie, zrób tak.
Wysłannik (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) odparł:
– Nie godzi się Prorokowi, po tym, jak założył zbroję, by zdjął ją, zanim Bóg rozstrzygnie pomiędzy nim a jego wrogiem.

19.4 Sformowanie i wymarsz wojska muzułmańskiego

Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) podzielił swoje wojsko na trzy oddziały:
– oddział emigrantów, dowództwo nad którym przekazał Musabowi bin Umajrowi al-Abdariemu;
– oddział składający się z członków plemienia Al-Aus spośród pomocników, dowództwo nad którym przekazał Usjadowi bin Hudajrowi;
– oddział Chazradżytów spośród pomocników, dowództwo nad którym przekazał Al-Hubabowi bin al-Munzirowi.
Wojsko składało się z tysiąca wojowników, pośród których była setka noszących zbroje oraz pięćdziesięciu jeźdźców (według niektórych relacji jeźdźców nie było w ogóle). Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) wyznaczył Ibn Umm Maktuma do
prowadzenia modlitwy wśród tych, którzy pozostali w Medynie, a następnie nakazał wymarsz. Armia ruszyła na północ, a na jej czele szli Sad bin Mu’az i Sad bin Abi Wakkas, obaj w zbrojach.

Gdy armia minęła górę Al-Wada , Wysłannik ujrzał dobrze uzbrojony oddział i zapytał, co to za wojsko. Odpowiedziano mu, że są to żydzi, sojusznicy Al-Chazradż, którzy chcą wziąć udział w walce przeciwko bałwochwalcom. Zapytał, czy przyjęli oni islam, lecz okazało się, że pozostali przy swojej religii. Wtedy zrezygnował z ich pomocy.
Gdy Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) dotarł do miejsca zwanego Asz-Szajchan, zarządził przegląd wojska i nakazał powrót tym, których uznał za zbyt młodych i niezdolnych do walki. Byli pośród nich Abd Allah bin Umar bin al-Chattab, Usama bin Zajd, Usjad bin Zahir, Zajd bin Sabit, Zajd bin Arkum, Uraba bin Aus, Amr bin Hazm, Abu Sa’id al-Chudri, Zajd bin Harisa al-Ansari, Sad bin Habba. Zalicza się do nich także Al-Barra bin Aziba, jednakże Al-Buchari przytacza hadis mówiący o udziale tego wojownika w walce tego dnia. Jednocześnie Wysłannik Boga pozwolił na walkę młodzieńcowi o imieniu Rafi’ bin Chadidż, ze względu na umiejętności łucznicze tego pierwszego. Z kolei inny młody muzułmanin, Samra bin Dżundub powiedział wtedy: „Jestem silniejszy niż Rafi’, pokonam go w walce”. Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) zgodził się, by zmierzyli się ze sobą, a kiedy Samra zwyciężył, pozwolił na walkę także jemu.
Nadszedł wieczór. Muzułmanie odmówili modlitwę o zachodzie słońca, a także wieczorną119, a następnie rozbili obóz. Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) wybrał pięćdziesięciu ludzi do patrolowania okolic obozowiska, którym dowodził Muhammad bin Maslama al-Ansari (ten, który zabił Kaba bin al-Aszrafa). Z kolei Zakwan bin Abd Kajs podjął się osobistego chronienia Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo).

19.5 Bunt Abd Allaha bin Ubajja i jego towarzyszy

Wojsko wyruszyło przed nastaniem świtu, a następnie muzułmanie odprawili poranną modlitwę. Dotarli już tak blisko wroga, że obie armie widziały się nawzajem. Wtedy właśnie hipokryta Abd Allah bin Ubajj podniósł bunt, protestując przeciwko odrzuceniu przez Wysłannika (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) jego opinii dotyczącej pozostania w Medynie. Abd Allah wycofał się wraz z trzystoma wojownikami – którzy stanowili niemal jedną trzecią armii – mówiąc: „Nie rozumiemy, po co mamy się zabijać?”
Nie ma wątpliwości co do tego, że przyczyną buntu nie było samo odrzucenie opinii tego hipokryty przez Wysłannika (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), bowiem wtedy w ogóle nie wyruszałby z armią Proroka. Prawdziwym powodem była chęć wywołania niepokoju i zamieszania w armii muzułmanów na oczach ich wrogów. Mekkańczycy mieli zobaczyć, jak większość wojska odsuwa się od Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) i jak upada morale tych, którzy przy nim pozostali.
Temu hipokrycie nieomal udało się zrealizować niektóre z jego zamiarów, i dwie grupy – Banu Harisa z Al-Aus oraz Banu Salma z Al-Chazradż – o mało nie odłączyły się od wojska muzułmańskiego, jednakże Bóg odwiódł ich od tego. Oto, jak Bóg Najwyższy mówi o tym w Koranie:
„Oto dwa wasze oddziały były bliskie załamania, lecz Bóg był ich Opiekunem. Niech zaufają Bogu ludzie wierzący!” [120]
Abd Allah bin Haram – ojciec Dżabira bin Abd Allaha – próbował przypomnieć towarzyszom Abd Allaha bin Ubajja o obowiązku spoczywającym na nich w tej krytycznej chwili. Pojechał za nimi i namawiał do powrotu, lecz oni odmówili:
„…Powiedziano im: Przybywajcie! Walczcie na drodze Boga! Albo: Brońcie się! Oni powiedzieli: Jeśli umielibyśmy walczyć, to z pewnością poszlibyśmy za wami. Oni tego dnia bliżsi byli niewiary aniżeli wiary. Oni mówią swoimi ustami to, czego nie ma w ich sercach. Bóg wie najlepiej, co oni ukrywają!” [121]

19.6 Droga muzułmanów pod górę Uhud

Po buncie i wycofaniu się Abd Allaha bin Ubajja, Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) wraz ze swoim wojskiem liczącym siedmiuset wojowników, kontynuował pochód w kierunku obozu wroga. Zamierzał zająć pozycje na górze Uhud, drogę zagradzał obóz bałwochwalców. Wtedy Wysłannik Boga spytał: „Kto przyprowadzi nas blisko obozu drogą, która przezeń nie prowadzi?” Abu Chusajma odpowiedział: „Ja, Wysłanniku Boga”, a następnie poprowadził wojsko krótką drogą, która przechodziła przez pola Banu Harisa na wschód od armii politeistów.
Wojsko przeszło tą drogą obok ściany domu niewidomego hipokryty Murabba’ bin Kajzi, który, gdy usłyszał zbliżające się wojsko, zaczął sypać piaskiem w twarze muzułmanów, mówiąc: „Nie pozwalam ci przechodzić przez moją ziemię, jeśli jesteś Wysłannikiem Boga”. Ludzie chcieli go zabić, lecz Wysłannik powiedział: „Nie zabijajcie go. Jego serce jest ślepe, tak jak ślepe są jego oczy.”
Wojsko dotarło do przełęczy nieopodal góry Uhud i rozbiło tam obóz w takim miejscu, że armia wroga znalazła się pomiędzy siłami muzułmanów a Medyną. Tam Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) przygotował szeregi do walki i wybrał grupę pięćdziesięciu sprawnych łuczników, którymi dowodził Abd Allah bin Dżubajr bin an-Nu’man al-Ansari al-Ausi al-Badri. Prorok nakazał im zająć pozycje na górze leżącej po południowej stronie kanału, która później była znana pod nazwą Góry Łuczników, a znajdowała się mniej więcej sto pięćdziesiąt metrów na południowy wschód od obozu muzułmanów.
Wysłannik Boga wyjaśnił wtedy cel tego postępowania, a mianowicie zabezpieczenie przez atakiem od tyłu, nakazując łucznikom, by nie opuszczali swoich pozycji niezależnie od tego, czy szale zwycięstwa przechylać się będą na korzyść muzułmanów, czy też nie. Powiedział: „Chrońcie nasze plecy. Jeśli ujrzycie, że nas zabijają, nie pomagajcie nam, a jeśli zobaczycie, że zbieramy łupy, nie bierzcie w tym udziału”, zaś wedle relacji przekazanej przez Al-Buchariego: „Jeśli zobaczycie, że porywają nas ptaki, nie ruszajcie się z waszego miejsca, aż po was nie poślę, a jeśli zobaczycie, że zwyciężyliśmy tych ludzi i rozgromiliśmy, nie ruszajcie się z waszego miejsca, póki po was nie poślę”. Oddział łuczników zamykał jedyną drogę, którą kawaleria wroga mogła okrążył muzułmanów.
Dowództwo nad prawym skrzydłem obął Al-Munzir bin Amr, nad lewym Az-Zubajr bin al-Awwam, któremu pomagał Al-Mikdad bin al-Asuad. Az-Zubajr miał za zadanie stawienie oporu jeźdźcom Chalida bin al-Walida. Na przedzie wojska stanęła elita muzułmanów, znanych ze swej odwagi i męstwa. Wojsko zajęło pozycje sobotniego ranka, siódmego szawwala, trzeciego roku hidżry.
Mądra i precyzyjna taktyka, świadcząca o militarnym geniuszu Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), polegała na wyborze najlepszego miejsca do stoczenia bitwy. Od tyłu i prawej strony armia była chroniona przez wzniesienia góry, z kolei lewa strona, a także tyły były chronione przez łuczników. Wybór miejsca na rozbicie obozu pozwalał – w
razie porażki – na wycofanie się w stosunkowo bezpieczne miejsce. Z kolei bałwochwalcy stanęli obozem na równinie, która nie pozwalała im ani na odniesienie dużych korzyści w razie zdobycia przez nich przewagi, ani na ucieczkę, jeśli to muzułmanie zdobyliby przewagę. Ponadto mniejsza liczebność armii muzułmańskiej była zrekompensowana wyborem najodważniejszych wojowników.
Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) zabronił rozpoczynania walki bez jego rozkazu. Zachęcał swoich towarzyszy do cierpliwości i męstwa podczas spotkania z wrogiem. Wyjął swój miecz i zawołał:
– Kto weźmie ten miecz i postąpi z nim, jak należy?
Podeszło kilku mężczyzn, wśród nich Ali bin Abi Talib, Az-Zubajr bin al-Awwam oraz Umar bin al-Chattab, a także Abu Dudżana Sammak bin Charsza, który spytał:
– A jak należy z nim postąpić?
– Bić nim w twarze wrogów, aż się wykrzywi – odparł Prorok.
– Ja postąpię z nim tak, jak należy, Wysłanniku Boga – rzekł Abu Dudżana, a wtedy Prorok dał mu miecz.
Abu Dudżana był człowiekiem odważnym, który jednak lubił obnosić się ze swoją walecznością. Posiadał czerwony turban, a gdy go zakładał, to ludzie wiedzieli, iż będzie walczył aż do śmierci. Wziął miecz, owinął głowę tym turbanem i zaczął z pychą przechadzać się pomiędzy szeregami, aż Wysłannik Boga powiedział: „To chód, którego Bóg nienawidzi, za wyjątkiem takiej sytuacji”.

19.7 Sformowanie armii mekkańskiej

Z kolei bałwochwalcy ustawili swoje wojsko w szeregi, a głównodowodzącym został Abu Sufjan Sachr bin Harb, który zajął pozycję w środku wojska. Na prawej flance postawiono Chalida bin al-Walida, a na lewej Akramę bin Abi Dżahla. Na dowódcę piechoty wyznaczono Safwana bin Umajję, a na dowódcę łuczników Abd Allaha bin Abi Rabi’a.
Sztandar, jak już wspominaliśmy, niósł oddział spośród plemienia Banu Abd ad-Dar. Ludzie z tego klanu byli chorążymi armii mekkańskiej od czasu, gdy Banu Abd Manaf podzielili pomiędzy siebie stanowiska, które odziedziczyli po Kusajju bin Kallabie, a ich prawa do niesienia sztandaru nikt i nigdy nie ośmielił się zakwestionować. Jednakże teraz Abu Sufjan przypomniał im o tym, co stało się pod Badr (muzułmanie wzięli wtedy do niewoli niosącego chorągiew An-Nadra bin al-Harisa), następującymi słowy: „O, Banu Abd ad-Dar! Nieśliście nasz sztandar w dniu Badr, i spotkało nas to, co sami widzieliście”.
Abu Sufjanowi udało się osiągnąć swój cel. Banu Abd ad-Dar mocno się zdenerwowali i powiedzieli Abu Sufjanowi: „Mamy ci oddać naszą chorągiew?! Zobaczysz, co zrobimy z tobą jutro, jeśli cię spotkamy!” Gdy zaczęła się bitwa, walczyli tak zacięcie, że zostali wybici co do jednego.
Swoją rolę zaczęły ogrywać także kobiety kurajszyckie pod dowództwem Hind bint Utby, żony Abu Sufjana. Chodziły wzdłuż szeregów wojowników, grały na bębnach i śpiewały pieśni, zachęcające mężczyzn do walki.
Zabiegi dyplomatyczne Kurajszytów
Tuż przed wybuchem bitwy Kurajszyci spróbowali podzielić muzułmanów i wywołać konflikt w ich szeregach. Abu Sufjan wysłał do pomocników posła, który przekazał im: „Zostawcie naszego brata stryjecznego, a wtedy my zostawimy was, bowiem nie mamy potrzeby walczyć z wami”. Wiara pomocników nie pozwoliła im na taką zdradę, więc stanowczo odrzucili tę propozycję.
Dwie grupy zbliżyły się do siebie, a Kurajszyci jeszcze raz spróbowali dokonać rozłamu wśród muzułmanów. Do szeregów armii medyńskiej podszedł zdrajca Abu Amir, zwany także Mnichem (Wysłannik Boga – niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo – nazwał go
Al-Fasik, co znaczy Zepsuty, a prawdziwe jego imię brzmiało Abd Amr bin Sajfi). Abu Amir był wodzem plemienia Al-Aus w czasie dżahilijji, a gdy przyszedł islam, nie krył swojej wrogości wobec nowej religii i Wysłannika Boga. Wyjechał z Medyny i udał się do Kurajszytów, by podburzać ich przeciwko Prorokowi i zachęcać do walki. Zapewniał, że gdy tylko Al-Aus go zobaczą, staną po jego stronie. Teraz wyszedł ku muzułmanom w otoczeniu kilku niewolników i zawołał: „O, ludzie z Al-Aus! Mówi do was Abu Amir!” Odpowiedzieli mu: „Niech Bóg nie da ci za grosz Łaski, bezbożniku!” Wtedy powiedział: „Mój lud dotknęło zło po moim odejściu”, a w czasie bitwy zaciekle walczył przeciwko ludziom z Al-Aus i rzucał w nich kamieniami.
Zamiary Kurajszytów po raz drugi spełzły na niczym – nie udało się skłonić muzułmanów z Medyny do zdrady. Te próby pokazały jednak, że poiteiści z Mekki obawiali się bitwy z armią muzułmanów, choć przecież byli od nich o wiele liczniejsi.

19.8 Przebieg bitwy

Sygnał do rozpoczęcia bitwy dał niosący chorągiew bałwochwalców Talha bin Abi Talha al-Abdari, który należał do najodważniejszych żołnierzy kurajszyckich. Wyjechał on z szeregu na swoim wielbłądzie i rzucił wyzwanie do pojedynku. Początkowo muzułmanie zignorowali je, jako że znali jego siłę i odwagę. Dopiero Az-Zubajr wyszedł mu naprzeciw, wskoczył na jego wielbłąda, zrzucił go na ziemię i zabił mieczem.

Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), który obserwował ten wspaniały pojedynek, krzyknął wtedy „Bóg jest Wielki!”, a po nim powtórzyli ten okrzyk pozostali muzułmanie. Wysłannik Boga pochwalił Az-Zubajra, mówiąc o nim: „Każdy prorok miał swojego apostoła, a moim apostołem jest Az-Zubajr”.

Walka wokół chorągwi Kurajszytów

Walka rozgorzała na całej długości pola bitwy, jednak najostrzejsza toczyła się wokół chorągwi bałwochwalców. Po zabiciu dowódcy Banu Abd ad-Dar, Talhy bin Abi Talhy, sztandar poniósł jego brat Abu Szajba Usman bin Abi Talha. Podbiegł do niego Hamza bin Abd al-Muttalib i uderzył go mieczem w bark tak mocno, że ostrze doszło aż do pępka, a przez ranę było widać płuca zabitego. Następnie chorągiew poniósł Abu Sad bin Abi Talha, lecz Sad bin Abi Wakkas trafił go strzałą w krtań, zabijając go na miejscu. Według innej wersji, podszedł do niego Ali bin Abi Talib i zabił go po wymianie ciosów. Kolejnym chorążym bałwochwalców został Musafi bin Talha bin Abi Talha, lecz Asim bin Sabit bin Abi al-Aflah trafił go strzałą i zabił. Później sztandar trafił w ręce jego brata Kallaba bin Talhy bin Abi Talhy, którego zabił Az-Zubajr bin al-Awwam. Kolejnym niosącym chorągiew był ich brat Al-Dżallas bin Talha bin Abi Talha – Talha bin Ubajd Allah wymierzył mu śmiertelny cios mieczem, a według innej relacji, Asim bin Sabit bin Abi al-Aflah zabił go strzałem z łuku.
Tych sześciu ludzi było członkami jednej rodziny Abu Talhy Abd Allaha bin Usmana bin Abd ad-Dara, i wszyscy zginęli, niosąc chorągiew politeistów. Przejął ją Arta’a bin Szarhabil, którego zabił Ali bin Abi Talib, a według innej wersi Hamza bin Abd al-Muttalib. Potem poniósł ją Szarih bin Kariz, którego zabił hipokryta Kuzman, walczący w szeregach muzułmanów dla sławy, nie dla islamu. Kuzman zabił również dwóch kolejnych pogan, którzy nieśli chorągiew całej armii – byli nimi Abu Zajd Amr bin Abd Manaf al-Abdari i Bin Haszim al-Abdari.
Tak poległo dziesięciu członków plemienia Banu Abd ad-Dar, niosących chorągiew, aż zdawało się, że nie pozostał nikt, kto mógłby ją nieść. Wtedy podszedł ich etiopski niewolnik o imieniu Sawab, wziął chorągiew i wykazał odwagę i męstwo, którymi przewyższył swoich panów. Walczył do momentu, gdy stracił obydwie ręce, a wtedy trzymał chorągiew między
swoją piersią a brodą, by nie upadła na ziemię, aż padł martwy. Przed śmiercią powiedział: „O Boże, czy będzie mi wybaczone?”
Po śmierci Sawaba chorągiew upadła na ziemię i pozostała na ziemi.
Walka w innych miejscach również była krwawa. Abu Dudżana w swoim czerwonym turbanie posuwał się naprzód, niosąc miecz Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), i dotrzymywał obietnicy, którą złożył Prorokowi przed bitwą. Zagłębił się w tłumie wojowników, a za każdym razem, gdy stawał twarzą w twarz z bałwochwalcą, zabijał go. Przetrzebił szeregi przeciwników, aż przebił się do Hind, przywódczyni kobiet kurajszyckich. Relacjonuje Abu Dudżana:
„Ujrzałem człowieka, który strasznie drapał ludzi. Podszedłem do niego, a on zaczął krzyczeć. Okazało się, że to kobieta. Nie zbrukałem honoru miecza Proroka, bijąc nim w kobietę”.

Śmierć Hamzy bin Abd al-Muttaliba

Hamza bin Abd al-Muttalib także walczył jak lew, wchodząc w szeregi wojska bałwochwalców z niespotykaną odwagą i zabijając tych, którzy znani byli jako bohaterowie. O tym, co stało się później, opowiada Wahszi bin Harb:
„Byłem sługą Dżubajra bin al-Mut’ima, którego stryj Ta’ima bin Udajj został ranny w bitwie Badr. Gdy Kurajszyci wyruszali pod Uhud, Dżubajr powiedział mi: Jeśli zabijesz Hamzę, stryja Muhammada, będziesz wolny, poszedłem więc wraz z innymi. Jestem Etiopczykiem i władam włócznią tak, że rzadko nie trafiam, więc gdy obie armie spotkały się, zacząłem wypatrywać Hamzy. Zobaczyłem go, jak kładzie trupem jednych ludzi za drugimi, a nikt nie potrafił go powstrzymać. Przygotowałem się do walki z nim i czekałem, aż się do mnie zbliży. Wtedy podszedł do niego Siba’ bin Abd al-Uzza, a gdy Hamza zobaczył go, krzyknął: Chodź do mnie, synu obrzezaczki!, gdyż matka tamtego zajmowała się obrzezaniem. Siba’ przyjął wyzwanie, a wtedy Hamza rozpłatał mu głowę.

Wówczas zacząłem celować w niego włócznią, aż rzuciłem, trafiając go w brzuch. Hamza zaczął iść w moim kierunku, lecz upadł i umarł. Podszedłem do niego, zabrałem swoją włócznię i wróciłem do obozu, gdyż nie chciałem walczyć z innymi. Zabiłem Hamzę tylko po to, by stać się wolnym. Po powrocie do Mekki faktycznie uwolniono mnie”122.
Pomimo ogromnej straty, jaką ponieśli muzułmanie poprzez zabicie stryja Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), Hamzy bin Abd al-Muttaliba, udało im się zapanować nad sytuacją. Abu Bakr, Umar bin al-Chattab, Ali bin Abi Talib, Az-Zubajr bin al-‘Awwam, Mus’ab bin Umajr, Talha bin Ubajd Allah, Abd Allah bin Dżahsz, Sad bin Mu’az, Sad bin Ubada, Sad bin ar-Rabi’, Anas bin an-Nadr oraz im podobni walczyli tego dnia jak lwy, łamiąc siłę bałwochwalców.

Bohaterem został także Hanzala al-Ghasil, syn Abu Amira – zwanego Mnichem, a później Zepsutym, o którym była mowa powyżej – który dopiero co wziął ślub. Gdy usłyszał wezwanie do walki, natychmiast opuścił objęcia swojej żony. Przebijał się przez szeregi bałwochwalców, aż doszedł do wodza Kurajszytów Abu Sufjana Sachra bin Harba. Mało brakowało, by go uśmiercił, lecz wtedy okazało się, że Bóg przepisał mu męczeństwo – gdy już uzyskał przewagę nad Abu Sufjanem, zauważył go Szaddad bin Al-Aswad i zabił.

O krok od zwycięstwa

Oddział, wyznaczony przez Wysłannika (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), stojący na Górze Łuczników, także wziął udział w walce. Kawaleria mekkańska pod dowództwem Chalida bin al-Walida i Abu Amira Zepsutego trzykrotnie atakowała lewe
skrzydło armii medyńskiej w celu wyjścia na flankę i tyły muzułmanów, lecz za każdym razem łucznicy obsypywali ich strzałami, niwecząc tym samym plany bałwochwalców.
Małe wojsko muzułmańskie panowało nad polem bitwy, przetrzebiając szeregi wojowników z Mekki i łamiąc siłę ich armii. Co prawda największym możliwym wysiłkiem zdołano zatrzymać atak armii Wysłannika (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), lecz potęga wojska Kurajszytów zaczęła się chwiać. Nikt nie miał odwagi zbliżyć się do chorągwi, która po śmierci Sawaba upadła na ziemię, by ją podnieść, bo wtedy sam zostałby celem najbardziej zaciekłych ataków. Wojsko bałwochwalców zaczęło się wycofywać, a ich wojownicy zapomnieli o zemście i przywróceniu swojego honoru.
Według Ibn Ishaka, wtedy Bóg zesłał zwycięstwo muzułmanom, spełniając Swoją obietnicę. Udało im się wyprzeć Mekkańczyków z ich obozu, a porażka tych ostatnich stała się nieunikniona. Kobiety kurajszyckie również uciekały w popłochu. Wtedy muzułmanie rzucili się w pościg za Mekkańczykami, po drodze zbierając łupy.

Straszny błąd łuczników

Gdy zdawało się, że mała armia wiernych osiągnie kolejne druzgocące zwycięstwo nad Mekką, nie mniej wspaniałe od tego spod Badr, większość spośród łuczników popełniła śmiertelny błąd, który nie dość, że doprowadził do poniesienia ogromnych strat przez muzułmanów, to omal nie przyczynił się do zabicia Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), a później zachwał prestiżem, którym muzułmanie cieszyli się po bitwie pod Badr.
Już wspomnieliśmy o stanowczych rozkazach, przekazanych łucznikom przez Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo). Jednakże kiedy łucznicy ujrzeli, jak muzułmanie zbierają zdobycz w obozie pokonanego (jak się zdawało) wroga, przeważyła w nich miłość do życia doczesnego i powiedzieli do siebie: „Łupy! Łupy! Nasi towarzysze zwyciężyli, na co więc czekamy?” Na próżno ich dowódca, Abd Allah bin Dżubajr, przypominał im rozkazy Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), mówiąc: „Czyżbyście zapomnieli, co powiedział wam Wysłannik Boga?!” Ogromna większość łuczników nie zwróciła uwagi na jego napomnienia i powiedziała: „Na Boga, chodźmy tam, by zdobyć naszą część łupów”. Następnie czterdziestu łuczników opuściło swoje pozycje na górze. Pozostał na niej jedynie Abd Allah bin Dżubajr z dziewięcioma towarzyszami, którzy byli zdecydowani utrzymywać swe pozycje do czasu, gdy otrzymają zezwolenie na opuszczenie ich bądź zostaną zabici.
Chalid bin al-Walid wykorzystał tę wspaniałą okazję, zebrał swoich jeźdźców i zawrócił, by zaatakować flankę muzułmanów. Kawalerzyści szybko zabili Abd Allaha bin Dżubajra i jego towarzyszy, a następnie zaatakowali przeciwnika od tyłu, wznosząc okrzyk wojenny. Wtedy bałwochwalcy odzyskali odwagę i powrócili do walki. Jedna z towarzyszących im kobiet – Amra bint Alkama al-Harisijja – pospieszyła, by podnieść leżącą na ziemi chorągiew politeistów, którzy zaczęli zbierać się wokół niej, nawołując swoich towarzyszy. Z wrogiem przed sobą i kawalerią Chalida na tyłach, muzułmanie zostali okrążeni.

W tamtym momencie Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) znajdował się na tyłach swojej armii w towarzystwie dziewięciu wojowników (siedmiu spośród pomocników, a dwóch spośród emigrantów) Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) obserwował walkę, gdy został zupełnie zaskoczony przez kawalerię Chalida bin al-Walida. Mógł albo szybko ratować się ucieczką, by wraz z dziewięcioma towarzyszami schronić się w bezpiecznym miejscu, pozostawiając okrążone wojsko własnemu losowi, albo zaryzykować własnym życiem i wezwać swoich towarzyszy do zebrania się wokół niego, a następnie wraz z silnym oddziałem przebić się do wzgórz Uhud.
Wtedy Wysłannik okazał swój geniusz i niespotykaną odwagę, nawołując wiernych słowami: „Słudzy Boga” (chodźcie tu)! Podjął niemałe ryzyko, wiedząc, że bałwochwalcy
usłyszą jego głos wcześniej, niż muzułmanie. I rzeczywiście, politeiści rozpoznali go, zanim wierni zdążyli skupić się wokół niego.

Okrążenie

Gdy muzułmanie zostali okrążeni, część z nich rzuciła się do ucieczki, uciekając do Medyny lub na szczyt góry Uhud. Inni z kolei nie byli w stanie odróżnić przyjaciół od wrogów, przez co zaczęli zabijać siebie nawzajem. Relacjonuje Al-Buchari za Aiszą (niech Bóg będzie z niej zadowolony):
„W dniu Uhud, kiedy zdawało się, że bałwochwalcy poniosą klęskę, Iblis zawołał: Słudzy Boga, uważajcie na tych z tyłu! Wówczas przednie szeregi muzułmanów uderzyły w tylne i starły się z nimi. Huzajfa zauważył wśród przeciwników swojego ojca Al-Jamana i krzyknął: Słudzy Boga, to mój ojciec!, lecz mimo to towarzysze Huzajfy zabili go. Huzajfa powiedział: Niech Bóg wam wybaczy”123.
Zapanował chaos. Ludzie błąkali się bez celu po polu bitwy, a wtedy usłyszeli krzyk, że Muhammad (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) zginął. Wtedy stracili resztę odwagi, a ich morale upadło. Część porzuciła swoją broń, poddając się, inni z kolei myśleli o skontaktowaniu się z przywódcą hipokrytów Abd Allahem bin Ubajjem, by ten rozpoczął negocjacje pokojowe z Abu Sufjanem. Obok tej grupy przechodził Anas bin an-Nadr, który zapytał:
– Na co czekacie?
– Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) został zabity! – odpowiedzieli.
– Co zrobicie ze swoim życiem bez niego? – zapytał. – Stawajcie i umierajcie tak, jak umarł Wysłannik Boga! O, Boże, przepraszam Cię za to, co zrobili muzułmanie i odcinam się od tego, co zrobili bałwochwalcy!
Wówczas podszedł do niego Sad bin Mu’az i spytał Anasa:
– Dokąd to, Abu Umarze?
– Oto wiatr wiejący z Raju, Sadzie – odparł Anas – poczułem go pod górą Uhud.
Po tych słowach odszedł i walczył z bałwochwalcami, aż zginął. Po bitwie nikt nie był w stanie rozpoznać jego ciała, które nosiło ponad osiemdziesiąt ran, zadanych włócznią, mieczem oraz strzałami z łuku. Zrobiła to dopiero jego siostra, rozpoznając go po koniuszkach palców.
Sabit bin ad-Dahdah wezwał swoich ludzi: „O, pomocnicy, nawet jeśli Muhammad zginął, to Bóg żyje i nie umiera. Walczcie za swą religię, a Bóg was wspomoże i da zwycięstwo”. Wraz ze swoimi wojownikami zaatakował kawalerię Chalida bin al-Walida. Chociaż Chalid zabił Sabita, jego towarzysze walczyli, dopóki wszyscy nie zginęli.
Pewien człowiek spośród emigrantów przeszedł obok ociekającego krwią człowieka spośród pomocników i spytał go:
– Czy słyszałeś o tym, że Muhammad zginął?
– Jeśli Muhammad zginął, to dotarł do swojego Pana, a wy walczcie za waszą religię – odpowiedział tamten.
Dzięki takiej odwadze i poświęceniu w szeregi muzułmanów powrócił duch bojowy, rozsądek i rozum. Porzucili pomysł poddania się bądź kontaktu z Ibn Ubajjem i zaatakowali bałwochwalców, próbując przebić sobie drogę do Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo). Dowiedzieli się także, że wieść o zabiciu Proroka jest kłamstwem, co jeszcze dodało im sił. Udało im się przebić okrążenie.
Byli również tacy, których od początku okrążenia interesował jedynie los Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo). Ci wojownicy od razu przebili się do
jego stanowiska, a byli wśród nich Abu Bakr as-Siddik, Umar bin al-Chattab, Ali bin Abi Talib i inni (niech Bóg będzie z nich zadowolony).
Walka wokół Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo)
Podczas gdy muzułmanie rozpaczliwie walczyli w okrążeniu, ponosząc ciężkie straty, wokół Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) toczyła się ostra walka. Kiedy Prorok zawołał: „Przyjdźcie do mnie, jam jest Wysłannik Boga!”, politeiści usłyszeli jego głos i skierowali atak przeciwko niemu, zanim komukolwiek z wojska muzułmańskiego udało się powrócić. Tak więc pomiędzy bałwochwalcami a dziewięcioma towarzyszami Wysłannika Boga rozgorzała ostra walka, w której ci ostatni wykazali ogromne poświęcenie i bohaterstwo.

Relacjonował Muslim za Anasem bin Malikiem, że Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) podczas bitwy Uhud przebywał pośród siedmiu pomocników oraz dwóch emigrantów. Gdy wrogowie zaatakowali ich, Wysłannik spytał: „Kto ich odeprze, zdobywając Raj?” Jeden z pomocników wyruszył naprzód, walczył i zginął. Bałwochwalcy atakowali do momentu, gdy zginęła cała siódemka pomocników. Wtedy Wysłannik Boga powiedział do dwóch pozostałych towarzyszy spośród emigrantów: „Nie byliśmy sprawiedliwi względem naszych towarzyszy”.

Ostatnim spośród siedmiu pomocników był Amara bin Jazid bin as-Sakan. Po jego śmierci, Wysłannik (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) pozostał jedynie w towarzystwie dwóch emigrantów, Sada bin Abi Wakkasa oraz Talhy bin Ubajd Allaha. Był to najniebezpieczniejszy moment w życiu Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) oraz wspaniała okazja dla bałwochwalców, którzy natychmiast postanowili ją wykorzystać, skupiając swoje ataki na osobie Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), by go zabić. Utba bin Abi Wakkas rzucił w niego kamieniem, rozcinając jego dolną wargę. Abd Allah bin Szihab az-Zahri rozciął jego czoło. Następnie podjechał waleczny jeździec Abd Allah bin Kami’a, który uderzył Proroka mieczem tak mocno, że ten ostatni skarżył się z powodu bólu przez ponad miesiąc, jednakże nie udało się przebić tarczy Proroka. Za drugim razem uderzył w głowę, a dwa pierścienie z hełmu Proroka wbiły się w jego policzek. Bałwochwalca powiedział: „Weź je, bowiem jestem Ibn Kami’a”124. Prorok, wycierając krew ze swojej twarzy, odparł: „Niech Bóg uczyni cię jeszcze niższym”.

Według Al-Buchariego i Muslima Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) miał złamany przedni ząb, i rozbitą głowę, z której ciekła krew. Powiedział wtedy: „Jak może odnieść sukces naród, który pociął twarz swojego proroka i złamał jego ząb za to tylko, że on wzywa ich do Boga?” Inne źródła podają, iż Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) wzniósł wtedy modlitwę do Boga: „Panie, wybacz ludziom z mego narodu, bowiem są oni nieświadomi”.
Bałwochwalcy dążyli do zabicia Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), lecz dwaj emigranci, Sad bin Abi Wakkas oraz Talha bin Ubajd Allah (należeli oni do najlepszych łuczników wśród Arabów), wykazali się niezwykłym bohaterstwem i odwagą. Choć walczyli jedynie we dwóch, udało im się powstrzymać pogan. Stawiali im opór tak długo, aż odparli bałwochwalców od Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo).

Wysłannik (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) wyjmował strzały z kołczanu i podawał je Sadowi bin Abi Wakkasowi, mówiąc: „Strzelaj, oddałbym za ciebie ojca i matkę!” Słowa te świadczą o zdolnościach łuczniczych tego ostatniego, bowiem Prorok nigdy poza tą jedną sytuacją nie przysięgał w ten sposób na oboje rodziców.
Talha bin Ubajd Allah również odznaczył się bohaterstwem – walczył niczym jedenastu mężczyzn, aż został uderzony mieczem w rękę, a jego palce zostały odcięte. Według pewnej relacji został on ranny ponad trzydzieści razy, a jego palce zostały sparaliżowane. Wedle innej relacji Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) powiedział: „Kto chce zobaczyć męczennika chodzącego po powierzchni ziemi, niech popatrzy na Talhę bin Ubajd Allaha”.

Te wydarzenia rozegrały się w ciągu krótkiej chwili, a szlachetni towarzysze Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), walczący w szeregach muzułmanów, nie widzieli rozwoju sytuacji. Kiedy wreszcie z trudem usłyszeli jego głos, pospieszyli ku niemu, by go chronić, lecz dotarli do niego już po tym, jak sześciu pomocników zginęło, siódmy został ranny, a Prorok otrzymał wspomniane powyżej rany. Towarzysze utworzyli wokół niego mur ze swoich ciał i broni, broniąc go przed uderzeniami wroga i odpowiadając na ich ataki. Pierwszą osobą, która do niego powróciła, był jego towarzysz z groty, Abu Bakr as-Siddik (niech Bóg będzie z niego zadowolony). Do osób, które przybyły wtedy do Proroka, należeli: Abu Dudżana, Musab bin Umajr, Ali bin Abi Talib, Sahl ibn Hanif, Malik bin Sinan (syn Abu Sa’ida al-Chudriego), Umm Ammara Nusajba, Katada bin an-Numan, Umar bin al-Chattab, Hatib bin Abi Balta’a oraz Abu Talha.

Liczba bałwochwalców w pobliżu Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) rosła z każdą chwilą, a ich ataki przybierały na sile. Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) wpadł do jednej z jam wykopanych przez Abu Amira Zepsutego, rozbijając kolano. Ali wziął go za rękę, a Talha bin Ubajd Allah objął go i wydobył z dziury. Nafi bin Dżubajr powiedział, że słyszał jednego z emigrantów, który opowiadał:

„Byłem świadkiem bitwy Uhud i widziałem, jak strzelano z łuków w stronę Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), lecz żadna ze strzał nie trafiła go. Usłyszałem także Abd Allaha bin Szihaba az-Zahriego, który powiedział: Wskażcie mi Muhammada, nie uda mu się uratować, jeśli podejdę do niego blisko. Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) stał wówczas sam, a tamten przeszedł obok niego. Sawfan zrugał go za to, a tamten odparł: Przysięgam na Boga, nie widziałem go! Przysięgam na Boga, że wciąż coś staje nam na przeszkodzie. Jest nas czterech, umówiliśmy się, że go zabijemy, i wciąż nam się to nie udaje!”

Muzułmanie wykazali się wspaniałym bohaterstwem, rzadko spotykanym w historii. Abu Talha stał przed Wysłannikiem Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), osłaniając go własną piersią przed strzałami wroga – podobnie Abu Dudżana. Z kolei Hatib bin Ubajj śledził Utbę bin Abi Wakkasa – tego, który złamał ząb Proroka – i obciął mu głowę mieczem, a następnie zabrał jego konia i miecz. Sad bin Abi Wakkas bardzo pragnął zabić swojego brata Utbę, lecz udało się to Hatibowi. W walce z bałwochwalcami wykazał się również łucznik Sahl bin Hanif. Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) także strzelał z łuku, który następnie przejął Katada bin an-Numan. Ten ostatni został trafiony w oko, aż wypadło na jego policzek. Wtedy Wysłannik Boga własną ręką włożył jego oko na właściwe miejsce.

Abd ar-Rahman bin Auf został trafiony w usta, przez co stracił przednie zęby i odniósł ponad dwadzieścia ran, między innymi w nogę, przez co później kulał. Malik bin Sanan wyssał krew z policzka Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), oczyszczając tym samym ranę, a następnie zginął w walce. Powiedział o nim Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo).: „Kto chce spojrzeć na człowieka spośród ludzi Raju, niech spojrzy na niego”.

Umm Ammara również walczyła tamtego dnia. Gdy była wśród muzułmanów, natknęła się na wojownika o imieniu Ibn Kami’a, który uderzył ją w bark, pozostawiając głęboką ranę. Ona także kilkakrotnie uderzyła go mieczem, lecz dzięki tarczy nie odniósł obrażeń. Umm Ammara walczyła dalej, aż została ranna dwanaście razy.
Musab bin Umajr również walczył niezwykle mężnie, broniąc Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) przed atakiem Ibn Kami’a i jego towarzyszy. Musab niósł w swym ręku chorągiew. Gdy uderzono go mieczem w prawą rękę, ucinając ją, wziął chorągiew w lewą rękę, a gdy tę również stracił, przytrzymywał chorągiew swoją piersią i szyją, aż zabił go Ibn Kami’a, który myślał, że zabił Muhammada, bowiem Wysłannik Boga i Musab byli do siebie podobni. Wtedy Ibn Kami’a wycofał się z bitwy i krzyknął, że Muhammad zginął.
Wkrótce wiadomość o zabiciu Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) rozniosła się wśród bałwochwalców i muzułmanów. W tamtym momencie – jak opowiedzieliśmy wcześniej – wielu z otoczonych towarzyszy straciło ducha walki, ich morale upadło, a w wojsku muzułmańskim zapanował chaos. Jednakże okrzyk, jaki wydał Ibn Kami’a, osłabił także siłę ataku bałwochwalców, gdyż pomyśleli oni, że udało im się osiągnąć cel. Wielu z nich zajęło się grabieżą zwłok poległych muzułmanów.

Opanowanie sytuacji i odwrót na przełęcz

Po zabiciu Musaba Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) przekazał chorągiew Alemu bin Abi Talibowi. Wówczas Prorokowi (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) udało się połączyć z resztą armii muzułmańskiej. Jako pierwszy poznał go Kab bin Malik, który zawołał z całych sił: „Muzułmanie, radosna nowina, to Wysłannik Boga!”, lecz ten ostatni dał mu znak, by zamilkł. Jednakże okrzyk dotarł do uszu muzułmanów, a wokół Proroka szybko zebrało się około trzydziestu wojowników. Wtedy Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) nakazał odwrót w kierunku przełęczy. Wierni wycofywali się w całkowitym porządku, mimo rosnącego naporu bałwochwalców, którym jednak nie udało się zamknąć drogi odwrotu.
W pewnej chwili do Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) podjechał Usman bin Abd Allah bin al-Mughira – jeden z jeźdźców mekkańskich – i powiedział: „Prędzej zginę, niż on się wyratuje!” Zaczęli walczyć, ale koń Usmana potknął się na jednej z dziur, a wtedy Al-Haris bin as-Sama zranił tamtego mieczem w nogę, a następnie powalił, zabierając jego broń. Po chwili sam został ciężko zraniony – później musiał być niesiony przez innych muzułmanów – przez Abd Allaha bin Dżabira, którego z kolei zabił bohater w czerwonym turbanie, Abu Dudżana, odcinając głowę Ibn Dżabira, aż wzleciała w powietrze.
Podczas odwrotu wierni dotarli do miejsca, w którym drogę zagradzała skała. Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) próbował wspiąć się na nią, ale nie udało mu się – ostatnimi czasy przybrał na wadze, ponadto przeszkadzała mu tarcza i odniesione rany. Wówczas Talha bin Ubajd Allah pomógł Wysłannikowi Boga, podnosząc go. Prorok powiedział wtedy, że Talha zasłużył na Raj.
Według Ibn Ishaka, gdy Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) docierał już do przełęczy, dopadł go Ubajj bin Chalaf i krzyknął:
– Gdzie jest Muhammad?! Prędzej zginę, niż on się uratuje!
– Czy któryś z nas ma go powstrzymać? – spytali towarzysze Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo).
– Zostawcie go – odpowiedział Wysłannik Boga, wziął włócznię od Al-Harisa bin as-Sammy i rzucił nią we wroga, aż utkwiła pomiędzy hełmem a kołnierzem kolczugi, a sam Ubajj spadł z konia.
Rana nie była groźna; na szyi Ibn Chalafa pojawiło się tylko lekkie zadrapanie, lecz po powrocie do Kurajszytów zaczął krzyczeć:
– Muhammad mnie zabił!
– Rozum postradałeś! – odpowiedzieli tamci. – Przecież jesteś zdrowy!
– Ale on powiedział mi w Mekce, że mnie zabije125– odparł Ubajj. – Wystarczy, że na mnie splunie, a już będę martwy!
I faktycznie, Ubajj umarł podczas powrotu do Mekki.
Wreszcie oddziałowi Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), a także reszcie armii, udało się wycofać na bezpieczną przełęcz. Co prawda według Ibn Ishaka, gdy Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) był na przełęczy, Kurajszyci zaczęli wspinać się na górę pod przywództwem Abu Sufjana i Chalida bin al-Walida, by po raz ostatni zaatakować muzułmanów. Wysłannik Boga rzekł wtedy: „Boże, nie pozwól, by wspięli się powyżej nas”. Oddział emigrantów z Umarem bin al-Chattabem zmusił wrogów do wycofania się (wedle innej relacji, Sad bin Abi Wakkas zabił trzech wojowników strzałami z łuku).
Był to już ostatni atak bałwochwalców, którzy następnie odstąpili i zaczęli przygotowywać się do drogi powrotnej. Niestety niektórzy z nich (także kobiety), zbezcześcili ciała poległych muzułmanów, ucinając im uszy, nosy lub narządy płciowe, a także rozcinając brzuchy. Hint bint Utba (żona Abu Sufjana) rozcięła brzuch Hamzy i chciała zjeść jego wątrobę, a kiedy nie mogła jej przełknąć, ucięła mu nos i uszy, by zrobić z nich naszyjnik.
Po tym, jak Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) znalazł się na przełęczy, Ali bin Abi Talib przyniósł w swojej tarczy wodę z Al-Mihras (według jednych to wydrążona skała, a według innych nazwa źródła pod górą Uhud), by Wysłannik mógł się napić. Woda miała jednak nieprzyjemny zapach, więc Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) jedynie umył z krwi twarz i głowę, mówiąc: „Bóg gniewa się z powodu krwi na twarzy Jego Proroka”. Pomagała mu jego córka Fatima, która również założyła opatrunek na rany Wysłannika. Muhammad bin Maslama przyniósł mu czystą wodę do picia. Następnie Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) odmówił południową na siedząco, z powodu ran, a modlący się za nim muzułmanie również robili to na siedząco.
Do wojowników dołączyło kilka kobiet muzułmańskich. Anas powiedział, że widział Aiszę, córkę Abu Bakra oraz Umm Sulajm, jak nosiły bukłaki z wodą i dawały ludziom pić.
Do tych kobiet należała również Umm Ajman. Gdy zobaczyła, że muzułmanie uciekają i próbują dostać się do Medyny, zaczęła sypać pyłem w ich twarze, wołając: „Weź moją wełnę, a daj mi swój miecz!” Następnie udała się na pole bitwy, gdzie poiła rannych. Hiban ibn al-Arka rzucił w nią strzałą, ona przewróciła się, jej zasłona odsłoniła twarz, a Hiban zaczął się z niej śmiać. Wysłannikowi Boga nie spodobała się ta sytuacja, wziął więc strzałę, odłamał od niej ostrze, podał ją Sadowi bin Abi Wakkasowi i powiedział: „Strzelaj!” Strzała trafiła Hibana w szyję tak, że ten upadł, a część jego ubrania odkryła jego nagość. Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) zaśmiał się i powiedział: „Niech Bóg wysłucha modlitwy Sada”.

Rozmowa Abu Sufjana z Umarem

Kiedy Mekkańczycy przygotowali się do drogi powrotnej, Abu Sufjan wspiął się w stronę przełęczy, na której stali muzułmanie, i zawołał:
– Czy jest wśród was Muhammad? Czy jest wśród was Ibn Abi Kahafa [126]? Czy jest wśród was Umar bin al-Chattab? – pytał o tych trzech, bo wiedział, że na nich opiera się islam.
Nikt mu nie odpowiedział, bowiem Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) tego zabronił. Wtedy Abu Sufjan zawołał:
– Uwolniliśmy was od tych trzech!
Wówczas Umar nie wytrzymał i krzyknął:
– Wrogu Boga, ci, których wymieniłeś, żyją. Bóg pozostawił przy życiu tych, którzy nie dają ci spokoju.
– Okaleczenie waszych zabitych ludzi jest czymś, co nakazałem – odparł Abu Sufjan – ale nie mogę powiedzieć, że nie czerpałem z tego przyjemności. Chwała Hubalowi!
– Nie odpowiecie mu? – zapytał swoich towarzyszy Wysłannik Boga.
– Co mamy odpowiedzieć?
– Mówcie: „Bóg jest bardziej Chwalebny i Wielki” – odparł Prorok.
– My mamy Uzzę, a wy nie macie Uzzy! – wołał Abu Sufjan.
– Nie odpowiecie mu? – spytał muzułmanów Wysłannik Boga.
– Co mamy odpowiedzieć?
– Mówcie: „Bóg jest naszym Obrońcą, a wy nie macie obrońcy” – odparł Prorok.
– Dziś jest dzień zemsty za bitwę pod Badr – powiedział wtedy Abu Sufjan. – Ten dzień za tamten. Tym razem to my zwyciężyliśmy.
– Wcale nie – odparł Umar. – Nasi zabici są w Raju, a wasi w Ogniu.
– Podejdź tu, Umarze – odpowiedział Abu Sufjan.
– Podejdź do niego – powiedział Wysłannik Boga. – Zobaczymy, czego chce.
Umar podszedł do Abu Sufjana, a ten poprosił:
– Błagam cię na Imię Boga, Umarze, powiedz mi prawdę. Czy zabiliśmy Muhammada?
– Na Boga, nie, on teraz słucha twoich słów! – odparł Umar.
– Jesteś dla mnie bardziej wiarygodny niż Ibn Kami’a i Abarr – odparł Abu Sufjan.
Według relacji Ibn Ishaka, przed powrotem do swoich Abu Sufjan zawołał:
– Umawiamy się pod Badr w przyszłym roku!
Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) powiedział wtedy jednemu ze swych towarzyszy:
– Powiedz mu: „Dobrze, jesteśmy umówieni”.

Kurajszyci odjeżdżają

Następnie Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) posłał Alego bin Abi Taliba (według innej wersji był to Sad bin Abi Wakkas) i powiedział mu:
– Idź za nimi i zobacz, co robią i dokąd zmierzają. Jeśli prowadzą konie z boku, a sami jadą na wielbłądach, to znaczy, że zmierzają do Mekki. Jeśli natomiast jadą na koniach, a wielbłądy prowadzą z boku, to znaczy, że zmierzają do Medyny. Na Tego, w Którego Ręku jest moja dusza, jeśli jadą do Medyny, to pojadę za nimi i będę tam z nimi walczył.
Po powrocie Ali powiedział:
– Pojechałem za nimi i zobaczyłem, że poprowadzili swoje konie, wsiedli na wielbłądy i skierowali się do Mekki.
Modlitwa Wysłannika (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo)
Imam Ahmad relacjonował, że w dniu bitwy pod Uhud, po odejściu bałwochwalców, Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) powiedział: „Stańcie, bym mógł wychwalić mojego Najwyższego i Potężnego Pana”. Stanęli za nim w szeregach, a on rzekł:
„Boże, Tobie należna jest wszelka chwała. Boże, nikt nie wstrzyma tego, co Ty podarowałeś, ani nikt nie podaruje tego, co Ty wstrzymałeś. Nikt nie poprowadzi tego, kogo Ty zwiodłeś z drogi, ani nikt nie zwiedzie z drogi tego, kogo Ty poprowadziłeś. Nikt nie da tego, czego Ty zabroniłeś, ani nikt nie zabroni niczego, co Ty dałeś. Nikt nie przybliży tego, co Ty oddaliłeś, ani nikt nie oddali tego, co Ty przybliżyłeś. Boże, obdarz nas obficie Swoimi błogosławieństwami, Swoim Miłosierdziem, Łaską i darami.
Boże, proszę Ciebie o wieczne szczęście, które nie zmienia się ani nie przemija. Boże, proszę Cię o pomoc w Dniu Brzemienia, o bezpieczeństwo w Dniu Strachu. Boże, u Ciebie szukam ochrony przed złem tego, co nam dałeś i tego, czego nam zabroniłeś. Boże, uczyń wiarę miłą nam, upiększ ją w naszych sercach, spraw, by niewiara, zepsucie i nieposłuszeństwo były nam nienawistne i poprowadź nas ku temu, co słuszne. Boże, spraw, byśmy żyli jako muzułmanie i zmarli jako muzułmanie, i ożyw nas jako muzułmanów. Spraw, byśmy dołączyli do ludzi prawych, a nie zepsutych i zwiedzionych. Boże, zwalcz niewiernych, którzy odrzucają Twych posłańców i sprowadzają z Twojej drogi. Boże, ześlij im Swoją karę i mękę. Boże, zwalcz niewiernych i tych, którzy otrzymali księgę od Prawdziwego Boga, lecz odrzucili ją. Niech dotknie ich wojna, którą Ty im wypowiesz”.

19.9 Zabici i ranni

Po odjeździe Kurajszytów ludzie rozeszli się, by zająć się zabitymi i rannymi. Opowiadał Zajd bin Sabit:
„Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) wysłał mnie w dniu Uhud, bym odszukał Sada bin Rabi’a. Powiedział mi: Jeśli go zobaczysz, pozdrów go ode mnie i spytaj go, w jakiej jest sytuacji. Zacząłem szukać go pomiędzy zabitymi, a gdy go odnalazłem, okazało się, że dogorywa. Odniósł siedemdziesiąt ran od włóczni, miecza oraz strzał. Powiedziałem mu: Sadzie, Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) pozdrawia cię i pyta, co u ciebie. Sad odpowiedział: Pozdrów Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) i powiedz mu: ‘Wysłanniku Boga, czuję zapach Raju’. Powiedz moim ludziom – pomocnikom: ‘Nie będziecie mieli żadnego usprawiedliwienia przed Bogiem, jeśli Wysłannik Boga jest ranny, a wy żyjecie i nie walczyliście za niego’. Po tych słowach wyzionął ducha”.
Wśród rannych odnaleziono Al-Asirama – Amra bin Sabita – któremu pozostały ostatnie chwile życia. Wcześniej proponowano mu przyjęcie islamu, lecz odmawiał. Ludzie zastanawiali się: „Co przywiodło tu Al-Asirama? Kiedy wyjeżdżaliśmy z Medyny, odrzucał pomysł wzięcia udziału w bitwie”.
– Co cię tu przyniosło? – zapytali. – Przywiązanie do twojego ludu, czy chęć przyjęcia islamu?
– Chęć przyjęcia islamu – opowiedział. – Uwierzyłem w Boga i Jego Wysłannika, następnie walczyłem po stronie Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), aż znalazłem się w takim stanie.
Po tych słowach zmarł. Kiedy opowiedziano o nim Wysłannikowi Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), ten odparł:
– On jest spośród ludzi Raju.
Abu Hurajra relacjonował, że Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) powiedział, że Amr bin Sabit dostanie wielką nagrodę (w Raju), choć nigdy nie odmówił ani jednej modlitwy.
Wśród ciężko rannych odnaleziono też Kuzmana127. Muzułmanie zanieśli go do jednego z domów Banu Zafar, a gdy pochwalili go za jego postawę, rzekł:
– Na Boga, walczyłem jedynie w imię mojego ludu, a gdyby nie jego honor, to w ogóle bym nie walczył.
Kuzman wkrótce zmarł. Kiedy wspominano o nim przy Proroku (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo), ten mówił, że Kuzman jest spośród ludzi Ognia. Taki jest los walczących w jakimkolwiek celu innym niż wywyższenie Słowa Boga, nawet jeśli walczyli pod sztandarem islamu i w wojsku Wysłannika i jego towarzyszy.

Odwrotnym przypadkiem był Michajrik, Żyd z Banu Salaba, który przed bitwą powiedział do swojego ludu:
– O, żydzi, na Boga, wiecie przecież, że pomoc Muhammadowi jest waszym obowiązkiem.
– Dzisiaj jest szabas – odpowiedzieli.
– Dla was nie ma szabasu – odparł, po czym dodał: – Jeśli zginę, mój majątek należy do Muhammada, niech robi z nim, co chce.
Wziął miecz, poszedł walczyć i zginął w bitwie. Później Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) powiedział, że Michajrik był najlepszym z Żydów.
Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) obejrzał męczenników i zaświadczył, że kiedy Bóg wskrzesi ludzi w Dniu Zmartwychwstania, wtedy z rany każdego, kto został ranny na Jego Drodze, będzie płynąć płyn, który kolorem będzie przypominał krew, a zapachem piżmo. Nakazał też, by zabitych pochować w miejscach, gdzie znajdowały się ich posłania, w ubraniach (jednak bez zbroi) i bez obmywania ciał. Niekiedy chowano dwie lub trzy osoby w jednym grobie, na przykład pochowano tak Abd Allaha bin Amra bin Harama oraz Amra bin al-Dżamuha ze względu na łączącą ich przyjaźń. Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) pytał: „Kto z was zna najwięcej Koranu na pamięć?” Wtedy wskazywano na daną osobę, która następnie podchodziła do grobu i mówiła: „Jestem ich świadkiem w Dniu Zmartwychwstania”.
Po drodze zagubiono nosze z ciałem Hanzali, a później odnaleziono je na niewielkim wzniesieniu, z którego spływała woda. Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) powiedział swym towarzyszom, że to aniołowie go obmywają. Odtąd Hanzalę zwano obmywanym przez anioły.
Gdy Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) zobaczył Hamzę – swojego stryja i jednocześnie brata mlecznego – pogrążył się w smutku, a kiedy siostra zabitego Safijja przyszła, by zobaczyć swego brata, nakazał jej synowi Az-Zubajrowi, by odsunął ją na bok. Spytała wtedy: „Dlaczego? Słyszałam, że ciało mojego brata zbezczeszczono, lecz padł ofiarą tego na drodze Boga, a cóż może być dla nas większą radością? Jeśli Bóg zechce, zniosę ten widok”. Podeszła do niego, spojrzała i pomodliła się za niego, a następnie powiedziała: „Zaprawdę do Boga, i zaprawdę do Niego powracamy”. Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) nakazał pochować Hamzę razem z Abd Allahem bin Dżahszem – jego siostrzeńcem i bratem mlecznym.
Relacjonował Ibn Masud:
„Nigdy nie widzieliśmy, żeby Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) płakał nad kimś mocniej, niż nad Hamzą bin Abd al-Muttalibem. Położył go głową w stronę Mekki, odmówił modlitwę pogrzebową i rzewnie zaszlochał”.
Chabbab powiedział:
„Hamza nie został przykryty całunem, lecz kawałkiem białego materiału. Był on tak krótki, że gdy przykrywało się jego głowę, to odkrywały się stopy, a gdy przykrywało się stopy, widać było głowę. W końcu zakryli jego stopy rośliną zwaną al-izchir”.
Większość relacji jest zgodna co do tego, że muzułmanów poległo siedemdziesięciu –sześćdziesięciu pięciu pomocników (czterdziestu jeden spośród plemienia Al-Chazradż, dwudziestu czterech spośród Al-Aus), czterech emigrantów i jeden Żyd.
Jeśli chodzi natomiast o zabitych spośród bałwochwalców, to Ibn Ishak szacuje ich liczbę na dwadzieścia dwie osoby, jednakże dokładne obliczenia i głęboka oraz szczegółowa analiza bitwy, przedstawiona przez uczonych specjalizujących się w bitwach i ekspedycjach wojskowych Proroka, mówią, że politeistów zginęło trzydziestu siedmiu, a nie dwudziestu dwóch. Bóg wie lepiej.

19.10 Powrót do Medyny

Po pochowaniu zabitych Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) ruszył w drogę powrotną do Medyny, podczas której napotkał niezwykłe przejawy miłości i oddania ze strony wiernych kobiet, podobne dowodom miłości i oddania okazanych przez wierzących mężczyzn podczas bitwy.
Po drodze Wysłannik (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) spotkał Hamnę bint Dżahsz, którą powiadomił o śmierci brata, Abd Allaha bin Dżahsza, a ona pomodliła się za niego i poprosiła Boga o przebaczenie dla niego. Następnie powiadomił ją o śmierci jej wuja, Hamzy bin Abd al-Muttaliba, a ona pomodliła się za niego i poprosiła Boga o przebaczenie dla niego. Następnie powiadomił ją o śmierci jej męża, Musaba bin Umajra, a wtedy krzyknęła z żalu i zaszlochała. Wtedy Prorok rzekł: „Mąż tej kobiety był dla niej bardzo ważny”.
Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) przeszedł też obok pewnej kobiety spośród plemienia Banu Dinar, której mąż, brat i ojciec zginęli pod Uhud. Po tym, jak ludzie powiadomili ją o tym, spytała:
– A jak miewa się Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo).?
– Chwała Bogu – odpowiedzieli. – Ma się tak dobrze, jak byś tego pragnęła.
– Pokażcie mi go, bym mogła na niego spojrzeć – poprosiła. Wskazali go, a wtedy powiedziała do niego: – Dzięki tobie każde nieszczęście jest błahe.
Gdy do Proroka (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) podbiegła matka Sada bin Mu’aza, ten ostatni zatrzymał swojego konia i powiedział:
– Wysłanniku Boga, to moja matka.
– Witamy ją – powiedział Wysłannik i zatrzymał się, a następnie złożył jej kondolencje z powodu śmierci jej syna Amra bin Mu’aza. Ona odparła:
– Gdym ujrzała cię zdrowym, nieszczęście zmniejszyło się.
Wysłannik pomodlił się za rodziny tych, którzy zginęli pod Uhud i rzekł:
– Umm Sad, ciesz się, i niech cieszą się ich rodziny, albowiem ich zabici spotkali się w Raju i wstawili się za wszystkich członków swoich rodzin.
– Pogodziliśmy się z tym, Wysłanniku Boga – odpowiedziała. – Któż będzie po nich płakać? Boże, zabierz smutek z serc ich rodzin, pociesz ich w nieszczęściu, daj nagrodę tym, którym dane było przeżyć.
Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) dotarł do Medyny wieczorem siódmego dnia miesiąca szawwal trzeciego roku hidżry. Po tym, jak dotarł do swojej rodziny, podał swój miecz córce Fatimie, mówiąc:
– Obmyj go z krwi, córeczko, na Boga, dzielnie dzisiaj walczył.
Ali bin Abi Talib również podał jej swój miecz, mówiąc:
– Z tego także zmyj krew, bowiem na Boga, zasłużył się dzisiaj.
Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) powiedział Alemu:
– Sahl bin Hanif i Abu Dudżana byli tak odważni w walce, jak ty.
Po powrocie z bitwy Uhud muzułmanie mimo ogromnego zmęczenia i wyczerpania wciąż pozostawali w stanie gotowości do walki, chroniąc przedmieścia Medyny i drogi do niej prowadzące, a także osobę Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo).

19.11 Pod Hamra al-Asad

Wysłannik (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) wciąż obawiał się, że bałwochwalcy uznają, iż nie skorzystali ze zwycięstwa oraz przewagi, którą osiągnęli na polu walki, będą tego żałować i zawrócą z drogi, by najechać Medynę. Postanowił więc ścigać armię mekkańską. Uczeni specjalizujący się w bitwach i ekspedycjach wojskowych Proroka opowiadają o tym następująco:
Prorok (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) zwołał ludzi i polecił im, by szli w kierunku wroga – a było to o poranku dnia następującego po bitwie Uhud, czyli w niedzielę ósmego dnia miesiąca szawwal 3 roku hidżry – a następnie powiedział, żeby jechali z nim tylko ci, którzy byli świadkami bitwy. Nakazał również Abd Allahowi bin Ubajjowi, by ten pozostał w Medynie. Muzułmanie odpowiedzieli na wezwanie Wysłannika, pomimo iż wielu z nich było rannych. Dżabir bin Abd Allah, który nie brał udziału w bitwie poprosił Wysłannika o pozwolenie na wyruszenie wraz z nim: „O, Wysłanniku Boga, chciałbym być z tobą w każdej sytuacji, jednakże mój ojciec nakazał mi zająć się [w czasie bitwy Uhud] moimi siostrami. Pozwól mi teraz pójść z tobą”. Prorok pozwolił mu na to.
Muzułmanie wyruszyli w drogę, aż dotarli do miejsca o nazwie Hamra al-Asad, leżącego osiem mil od Medyny, gdzie rozbili obóz. Tam właśnie do Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) podszedł Mabad bin Abi Mabad al-Chuza’i i przyjął islam, choć niektórzy twierdzą, że pozostał przy politeizmie. Powiedział on: „Muhammadzie, na Boga, niezwykle martwią nas rany, które odniosłeś, chcielibyśmy, by Bóg przywrócił ci zdrowie”. Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) nakazał wtedy mu, by ścigał Abu Sufjana i – jeśli tamten będzie miał złe zamiary – sprawił, by wódz Kurajszytów zrezygnował z kontynuowania walki.
Obawa Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) przed chęcią powrotu bałwochwalców była jak najbardziej uzasadniona, bowiem po tym, jak tamci zatrzymali się w miejscu Ar-Rauha, leżącym w odległości trzydziestu sześciu mil od Medyny, zaczęły się spory wśród nich. Jedni mówili drugim: „Niczego nie zrobiliśmy. Złamaliśmy ich siłę, a następnie zostawiliśmy ich. Wśród nich pozostali przywódcy, którzy już zbierają się przeciwko nam. Wracajmy, by wyrwać ich korzenie”.
Jeden z przywódców bałwochwalców, Safwan bin Umajja, sprzeciwił się temu zdaniu, mówiąc: „Ludzie, nie róbmy tego. Obawiam się, że zbiorą się przeciwko nam także ci, którzy w czasie bitwy pozostali w mieście. Nie jestem pewien, jakie będą konsekwencje wdania się w taką walkę. Wracajmy do domu jako zwycięzcy”. Jednakże ta opinia została odrzucona przez ogromną większość, a armia mekkańska zadecydowała o skierowaniu się w kierunku Medyny. Jednakże zanim Abu Sufjan zdążył zarządzić wymarsz, dogonił go Mabad bin Abi Mabad al-Chuza’i, o którego nawróceniu Kurajszyci nie wiedzieli.
– Cóż cię tu sprowadza, Mabadzie – zapytał Abu Sufjan.
Mabad odparł, prowadząc pewnego rodzaju propagandową wojnę nerwów:
– Muhammad wyruszył wraz ze swoimi towarzyszami. Ściga was z tak licznym wojskiem, jakiego nigdy nie widziałem. Zebrali się wokół niego także ci, którzy nie uczestniczyli w bitwie, bowiem pożałowali straconej okazji. Pałają do was takim gniewem, jakiego w życiu nie widziałem. Pragną was dopaść, jak nie wiem co.
– Co ty mówisz? – zdziwił się Abu Sufjan.
– Na Boga, uważam, że nim odjedziesz, zobaczysz głowy ich wierzchowców lub przednią straż ich armii, jak wyjeżdża zza tamtego wzgórza.
– Na Boga, zebraliśmy się ponownie, by wybić ich do nogi!
– Nie róbcie tego, dobrze wam radzę.
Wtedy w wojsku mekkańskim upadł duch, a wojownicy uznali powrót do Mekki za najlepsze rozwiązanie. Tym razem jednak Abu Sufjan zdecydował się na swojego rodzaju propagandę, mając nadzieję, że powstrzyma armię muzułmanów przed pościgiem. Obok niego przejechała karawana z plemienia Abd al-Kajs, zmierzająca w stronę Medyny. Abu Sufjan zwrócił się do ludzi podróżujących w niej:
– Czy możecie przekazać Muhammadowi wiadomość ode mnie? Jeśli to zrobicie, wypełnię juki waszych wierzchowców rodzynkami na targu w Ukaz, gdy przyjedziecie do Mekki.
– Zrobimy to – odrzekli.
– Powiedzcie Muhammadowi, że ponownie zebraliśmy się przeciwko niemu, by zabić jego i wybić jego towarzyszy do nogi!
Karawana dotarła do Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) i jego towarzyszy w Hamra al-Asad, a podróżnicy przekazali im słowa Abu Sufjana. Dodali:
– Bójcie się ludzi, którzy zebrali się przeciwko wam.
O tym wydarzeniu mówią następujące wersety:
„Niektórym mówiono: Oto ludzie zebrali się przeciwko wam, [więc] bójcie się ich, lecz to pomnożyło tylko ich wiarę i oni powiedzieli: Wystarczy nam Bóg! Jakże to wspaniały poręczyciel!
I oni powrócili z dobrocią i Łaską od Boga, i nie dotknęło ich żadne zło. Oni postąpili zgodnie z upodobaniem Boga, a Bóg jest Władcą Łaski ogromnej”128.
Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) przebywał w Hamra al-Asad przez poniedziałek, wtorek i środę, a następnie powrócił do Medyny.
Przed powrotem złapano Abu Izzę al-Dżamhiego, który był jednym z wziętych do niewoli w bitwie Badr i którego następnie wypuszczono bez okupu ze względu na jego biedę i liczne córki, w zamian za obietnicę zaprzestania działań przeciwko Prorokowi. Jednak Abu Izza nie dotrzymał słowa – jak powiedzieliśmy wcześniej, podjudzał swoją poezją ludzi przeciwko Prorokowi (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) i muzułmanom, walczył także przeciwko nim pod Uhud. Po tym, jak stanął przed Wysłannikiem Boga, powiedział:
– Muhammadzie, daruj mi! Zlituj się nade mną z uwagi na moje córki. Obiecuję ci, że nie powrócę do tego, co czyniłem!
– Tym razem ci nie wybaczę byś nie mógł powiedzieć: „Oszukałem Muhammada dwukrotnie”. Wierny nie da się ugryźć dwa razy z tej samej nory – odpowiedział Prorok. Następnie nakazał Az-Zubajrowi (lub Asimowi bin Sabitowi) zabić go.
Na karę śmierci skazano również jednego ze szpiegów mekkańskich, a mianowicie Mu’awiję bin al-Mughirę bin Abi al-Asa, dziadka Abd al-Malika bin Marwana129. Gdy bałwochwalcy wycofali się po bitwie Uhud, Mu’awija poszedł do swojego stryja Usmana bin Affana (niech Bóg będzie z niego zadowolony), który poprosił Wysłannika Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) o obietnicę nietykalności dla bratanka. Prorok obiecał mu to, ale pod warunkiem, że tamten opuści Medynę w ciągu trzech dni. Mu’awija jednak pozostał w mieście i szpiegował na rzecz Kurajszytów, a gdy armia muzułmańska powróciła spod Hamra al-Asad, uciekł. Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) nakazał Zajdowi bin Harisie i Ammarowi bin Jasirowi ścigać go i zabić.
Wydarzenie pod Hamra al-Asad nie jest izolowanym epizodem, lecz swego rodzaju zakończeniem bitwy pod Uhud.

19.12 Próba podsumowania

Oto opis bitwy Uhud wraz z jej wszystkimi etapami i szczegółami. Badacze długo zastanawiali się, czy była ona porażką muzułmanów, czy też nie? Nie ma wątpliwości co do tego, że bałwochwalcy mieli przewagę militarną, że to oni kontrolowali sytuację na polu walki, że straty w ludziach były znacznie większe po stronie muzułmanów, że pewna grupa wiernych została rozgromiona. Jednakże z kilku względów nie możemy wyraźnie powiedzieć, że Mekkańczycy odnieśli zwycięstwo130.
Armii mekkańskiej nie udało się zająć obozu muzułmanów, a pomimo chaosu w szeregach wiernych, duża część ich wojska nie uciekła z pola bitwy, lecz stawiała opór. Nikt z muzułmanów nie dostał się do niewoli, nie doszło też do masowej ucieczki i pościgu Mekkańczyków. Niewierni nie zdobyli żadnych łupów, nie podjęli próby zdobycia obozu muzułmanów, nie pozostali na polu walki przez trzy dni (czy choćby przez jeden dzień), jak czynili to zwycięzcy w tamtych czasach, lecz szybko ruszyli w drogę powrotną. Nie odważyli się nawet zaatakować Medyny, choć miasto było oddalone od nich o zaledwie kilka kroków, otwarte i nieomal zupełnie opustoszone z wojska. Pospieszne wycofanie się Abu Sufjana i jego stanowisko pod Hamra al-Asad świadczą o jego obawie przed kolejnym starciem.
Powyższe fakty zapewniają nas o tym, że Kurajszytom udało się jedynie zadać muzułmanom duże straty, lecz próba rozgromienia armii muzułmańskiej Często nawet zwycięzcy ponoszą straty o rozmiarach, jakie ponieśli wtedy muzułmanie, tak więc nie można nazwać tej bitwy zwycięstwem żadnej ze stron. Pod Uhud każda ze stron była bliska zarówno zwycięstwa, jak porażki, żadna armia nie oddała też swego obozu przeciwnikowi.
Pewien werset koraniczny także wskazuje na to, że pod Uhud nikt nie zwyciężył:
„I nie słabnijcie w pościgu za tymi ludźmi. Jeśli cierpicie, to oni także cierpią, lecz wy macie nadzieję od Boga na to, na co oni nadziei mieć nie mogą. Bóg jest Wszechwiedzący, Mądry” [131].

19.13 Koran o bitwie pod Uhud

Koran rzuca światło na wszystkie ważne etapy tej bitwy, komentując przyczyny, które doprowadziły do poniesienia tak dużych strat. Wskazuje ponadto słabe strony pewnych grup spośród wiernych pod względem wypełniania obowiązków w decydujących momentach, a także szlachetne i wzniosłe cele, dla których osiągnięcia powstała najlepsza wspólnota wśród ludzi, różna od wszelkich innych społeczności w historii.

Koran mówi także o stanowisku hipokrytów, odkrywając ich prawdziwe oblicze i skrywaną przez nich wrogość dla Boga i Jego Wysłannika (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo). Wspomina również podszepty kierowane do serc słabszych spośród muzułmanów przez ludzi Abd Allaha bin Ubajja i ich przyjaciół, żydów. Wreszcie jest w nim zawarta nauka o morale, płynącym z wydarzeń pod Uhud.

Opis bitwy pod Uhud zajmuje sześćdziesiąt wersetów sury Al-Imran (Rodzina Imrana), rozpoczynając od wymarszu na pole bitwy:
„Kiedy to wyruszyłeś [Muhammadzie] o brzasku ze swego domu, ażeby ustawić wiernych w pozycjach bojowych. Bóg jest Słyszący, Wszechwiedzący!” [132],
a kończąc na pouczającym morale:

„Nie było wolą Boga, by pozostawić wiernych w stanie, w jakim się teraz znajdujecie, zanim On nie odróżni podłych od dobrych. Ani też Bóg nie objawiłby wam Niewidzialnego, lecz Bóg wybiera spośród Swoich Wysłanników, kogo zechce. Wierzcie zatem w Boga i Jego Wysłanników, a jeśli uwierzycie i będziecie bogobojni, to otrzymacie nagrodę ogromną” [133].
dowódców w całej historii wojskowości, którzy nigdy nie przegrali żadnej bitwy), to jednak bitwa pod Uhud była zwycięstwem Mekkańczyków, przynajmniej od strony taktycznej. Sam autor w dalszej części tekstu przyznaje, że bitwa mocno zachwiała prestiżem muzułmanów, a także pisze o porażce pod Uhud (przyp. red. pol.).

Ten temat niezwykle obszernie opisał Ibn Kajjim. Z kolei Ibn Hadżar powiedział, powołując się na uczonych:

„Z historii Uhud i strat poniesionych przez muzułmanów płyną niezwykle doniosłe morały, takie jak zapoznanie muzułmanów z konsekwencjami nieposłuszeństwa oraz robienia rzeczy zakazanych, co odnosi się do porzucenia przez łuczników pozycji, których Wysłannik (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) nakazał nie opuszczać, fakt, że Wysłannicy zwykle poddawani są próbom, że gdyby muzułmanie zawsze zwyciężali, to w szeregi muzułmanów wszedłby ten, kto do nich nie należy, a prawdomównego nie dałoby się odróżnić od hipokryty, a gdyby zawsze przegrywali, misja nie osiągnęłaby swojego celu. Stąd muzułmanie raz zwyciężyli, a raz ponieśli porażkę, co służyło osiągnięciu powyższych celów. Hipokryzja obłudników była początkowo ukryta przed muzułmanami, lecz po tym wydarzeniu czyny i słowa hipokrytów stały się jasne, a muzułmanie dowiedzieli się, że wśród ich domostw także są wrogowie, dzięki czemu mogli zebrać siły przeciwko nim. Opóźnienie zwycięstwa czasem służy poskromieniu dumnej duszy i jej pychy, gdyż kiedy muzułmanów dotknęło nieszczęście, byli cierpliwi, zaś kiedy obłudników dotknęło nieszczęście, stracili nadzieję. Kolejnym morałem jest to, że Bóg przygotował Swoim wiernym sługom miejsca przebywania w siedzibie Jego Szlachetności, jednak poprzednie ich czyny nie pozwalały na dotarcie do niej, dlatego On pozwolił im spełnić jeden z najszlachetniejszych uczynków, jakim jest męczeństwo. On także dał Swym wrogom zasłużyć na karę, poprzez wyrządzenie straty ludziom bliskim Jemu, co wyraziło ich niewiarę i zepsucie. Wymazał w ten sposób winy wiernych, a niewiernych doprowadził do zguby”.


117 Koran, 8:36.
118 Syn Walida bin al-Mughiry, znanego czytelnikowi z historii okresu mekkańskiego (przyp. red. pol.).
119 Tzn. modlitwy Maghrib i ‘Isza (przyp. red. pol.).
120 Koran, 3:122.
121 Koran, 3:167.
122 Wahszi przyjął islam po bitwie At-Ta’if. Zabił fałszywego proroka Musajlimę tą samą włócznią, był także świadkiem bitwy Al-Jarmuk z Bizantyjczykami.
123 Inne źródła poza Al-Bucharim podają, że Wysłannik Boga nakazał wypłacenie odszkodowania Huzajfie za śmierć jego ojca. Huzajfa powiedział: „Oddałem to odszkodowanie biednym muzułmanom”.
124 Bin Kami’a znaczy po arabsku Syn Niskiej (przyp. tłum.).
125 Było to wtedy, gdy Wysłannik Boga (niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo) spotykał w Mekce Ubajja, a tamten powtarzał: „Mam konia, którego codziennie karmię kukurydzą, i z niego cię zabiję”. Wysłannik Boga odpowiadał mu wtedy: „Jeśli Bóg zechce, to ja zabiję ciebie”.
126 Przydomek Abu Bakra (niech Bóg będzie z niego zadowolony).
127 Tego, który zabił trzech chorążych z Banu Abd ad-Dar (przyp. red. pol.).
128 Koran, 3:173-174.
129 Późniejszego kalifa umajjadzkiego (przyp. tłum.).
130 Zdanie autora przedstawione w tym podrozdziale wydaje się dyskusyjne. Liczni muzułmańscy autorzy książek o historii islamu są zgodni co do tego, że choć Abu Sufjan nie potrafił wykorzystać przewagi na polu walki po szarży Chalida bin al-Walida (przy okazji warto wspomnieć, że Chalid jest jednym z nielicznych
131 Koran, 4:104.
132 Koran, 3:121.
133 Koran, 3:179.

<<<Poprzedni rozdział]  [Spis treści]  [Następny rozdział>>>